Ameryka, Rzeczy

Nowy Jork. Mały Atlas hedonistyczny

W tej książce nie ma wielu słów. Ale Nowy Jork ich nie wymaga. Nie ma chyba drugiego miasta na świecie, które nie pozostawiałoby żadnych wątpliwości, że to właśnie ono zostało przedstawione na zdjęciach. Co więcej, te fotografie nigdy nie przekłamują rzeczywistości. Nowy Jork można lubić albo nie, ale nie spotkałam jeszcze nikogo, kto uznałby go za przereklamowany i inny, niż pokazują poświęcone mu niezliczone filmy i fotografie. Pierwsze wrażenie, jakie ma się po przyjeździe tutaj: to wszystko naprawdę tak wygląda.

„Nowy Jork. Mały Atlas hedonistyczny” (Wyd. Znak Koncept) to prawdziwa uczta dla oczu. Mieszkałam w okolicach Nowego Jorku przez ponad trzy lata, bywałam tam praktycznie codziennie, ale wciąż mam apetyt na więcej. Ta książka chociaż częściowo pozwala ten apetyt zaspokoić w okresach, kiedy jestem w Polsce i tęsknię za miastem, które nigdy nie śpi.

Zachwyciłam się tym wydaniem, a trzeba wspomnieć, że książek o Ameryce mam w domowej biblioteczce kilkadziesiąt, z czego mniej więcej połowa opowiada o Nowym Jorku. Wysmakowane fotografie w ciepłej kolorystyce podkreślają moje ulubione strony tego miasta: jego barwną przeszłość i sentyment, na który składają się wspomnienia osobiste, ale też te zbiorowe, zachowane w setkach filmów, plakatów, pocztówek opowiadających o tym mieście. W pewien sposób, Nowy Jork jest własnością wspólną, miastem globalnym. Teoretycznie ma swoje miejsce na mapie, ale też zdaje się być zawieszonym ponad nią. Nie należy tylko do Nowojorczyków, Amerykanów czy tych, którzy choć raz tu byli. Należy do nas wszystkich, jeśli tylko umiemy się nim zachwycić. Wystarczy przekartkować „Mały Atlas hedonistyczny”, żeby przekonać się, jakie to proste.

Poza oprawą graficzną, wyborem zdjęć i wysokiej jakości drukiem, podoba mi się klucz, według którego autorki, Muriel Françoise i Sylvie Li, ułożyły rozdziały. Układają się one w nowojorski niezbędnik, który przyda się i początkującemu turyście, i miłośnikowi szukającemu mniej oczywistych adresów. Na kartach książki znajdziemy narożne sklepiki, księgarnie, lodziarnie, bary, bazarki, parki, kamienice, stare skrzynki pożarowe, wnętrza wymarzonych nowojorskich apartamentów. Poznamy też samych nowojorczyków, nie mniej frapujących niż ich miasto. Dowiedziałam się wreszcie, na czym w praktyce polega system podziemnej sieci rurociągów pełnych gorącej pary, która bucha z pasiastych kominów na ulicach Manhattanu.

Idealnie się składa, że ta książka trafiła do mnie jesienią. Jesienna jest jej paleta barw i nostalgia, którą we mnie budzi. Ogromna przyjemność.

Więcej tutaj.